Bądźmy w kontakcie!
Zapisz się do newslettera i otrzymuj podróżnicze informacje na swoją skrzynkę mailową.
Głównym celem roadtripu po Bałkanach była Chorwacja. Założyliśmy sobie, że dojedziemy aż na samo południe do Dubrownika. Planując dzień po dniu naszą wyprawę uznaliśmy, że nie możemy nie skorzystać z możliwości wjazdu do Bośni i Hercegowiny oraz Czarnogóry. O tym, co zobaczyć w Czarnogórze pisaliśmy w poprzednim wpisie. W tym wpisie chcielibyśmy przedstawić Wam opis kraju tak bardzo kiedyś rozdzielonego i zdewastowanego.


Za punkt na mapie obraliśmy sobie Mostar. Po drodze zatrzymaliśmy się w malowniczym miasteczku Blagaj, domku położonym nad rzeką wśród skał, odwiedziliśmy również Medugorje, miejsce objawień religijnych oraz wodospady Kravica w pobliżu miejscowości Ljubuski.

Naszym pierwszym pit stopem w Bośni była miejscowość Ljubuski, a konkretnie wodospady Kravica położone wzdłuż rzeki Trebizat rozciągające się na szerokość około 100 metrów! Wodospady znajdują się na skrzyżowaniu dróg szybkiego ruchu, autostrady A1 i drogi ekspresowej M6. Kierując się w kierunku wodospadu, ze ścieżki widoczny jest most autostradowy.
Po dojechaniu na miejsce można skorzystać z wszechstronnego parkingu, który jest bezpłatny. Sam wstęp na wodospady Kravica jest płatny i kosztował nas około 45 zł za osobę. Aktualny cennik znajdziecie tutaj.
Wodospady Kravica są pięknym naturalnym miejscem, w którym nie widać jeszcze tłumów turystów, choć zapewne się to zmieni, głównie dzięki mediom społecznościowym. Są za to bardzo popularne wśród lokalnej ludności. Biorąc pod uwagę klimat śródziemnomorski, jaki panuje w tej części kraju i wysokie letnie temperatury sięgające nawet 35°C, możliwość skorzystania przez lokalsów kąpieli wśród wodospadów jest zbawieniem.
Po wykupieniu biletu wstępu i pokonując kilkaset metrów schodami w dół dochodzimy do przecudnych wodospadów. Gdy jesteśmy już na dole możemy odpocząć pod parasolką i napić się schłodzonego napoju. Znajduje się też tutaj pole namiotowe, na którym można spędzić przynajmniej jedną noc wśród szumiących wodospadów.









Jesteśmy co raz bliżej Mostaru, jednak zgodnie z planem zatrzymujemy się w miejscu objawień religijnych w Medugorje.
Będąc w Medugorje odnosiliśmy wrażenie, że jesteśmy na Jasnej Górze – tłumy polaków, wycieczki autokarowe. W sumie nie zdziwił nas ten fakt tak bardzo, bo jak do tej pory w każdym miejscu w którym mieliśmy przyjemność być, spotykaliśmy naszych rodaków.
Medugorje obok portugalskiej Fatimy co roku staje się celem pielgrzymów z całego świata, aby doświadczyć tej bardzo religijnej atmosfery panującej w tym miejscu. Rok do roku przybywa tam od 2.5 do 3 mln pielgrzymów.
Medugorje jest domniemanym miejscem objawień maryjnych, jednak do dzisiaj nie zostało to potwierdzone ani odrzucone przez Kościół Katolicki. Objawienia są przez Kościół badane do dnia dzisiejszego.
Głównym punktem Medugorje jest Kościół pw. Świętego Jakuba. Oprócz tego, do najczęściej odwiedzanych miejsc przez pielgrzymów należy Wzgórze Objawień (Podbrdo) i Góra Krzyża (Kriżevac).





Po wyciszeniu się w Medugorje ruszamy na północ i docieramy do głównego punktu naszej bośniackiej wycieczki, Mostaru. Miasto legenda, owiane międzynarodową sławą, głównie ze względów politycznych, które jest odwiedzane przez setki tysięcy turystów rocznie. Miasto dotknięte wojną, wielokulturowe, którego największą liczbę, bo ponad połowę stanowią Chorwaci. Miasto podzielone jest na dwie niechętne ku sobie strony, Chorwatów i Bośniaków Muzułmańskich. Taki podział ustalił się w wyniku wojny domowej w latach 1992 -1995 r. Spacerując ulicami Mostaru do dzisiaj widoczne są ślady tego konfliktu, jak chociażby uszkodzone budynki. Szczególna atmosfera tego miejsca jest bardzo wyczuwalna. Gdzieś z tyłu głowy cały czas myśli się o historii tego miejsca, o ludzkich tragediach i dramatycznych wydarzeniach jakie zgotowali sobie tak naprawdę dwa bliskie narody.


Najbardziej rozpoznawalnym zabytkiem Mostaru jest słynny Stary Most, który w wyniku wojny bośniackiej został całkowicie zniszczony w 1993 roku. Jednak dzięki wsparciu organizacji międzynarodowych i Banku Światowego w 2004 roku most został odbudowany i wpisany na listę UNESCO.
Po bośniackiej stronie Mostaru główną atrakcją turystyczną jest meczet Karadjozbega udostępniony do zwiedzania. Do meczetu prowadzi droga przez Stare Miasto, które w czasie wojny domowej zostało zrównane z ziemią. W drodze do meczetu można zaopatrzyć się w liczne pamiątki, zasmakować lokalnego jedzenia czy usiąść w klimatycznym lokalu i zapalić shishę.
Nasz czas w Mostarze powoli dobiegał końca. Po powrocie z mostarskiej starówki polecamy zrobienie sobie pocztówkowego zdjęcia pod Starym Mostem. Jeżeli szczęście nam dopisze możemy być również świadkiem skoków śmiałków ze Starego Mostu.
Docierając do nagrzanego auta w 35 – stopniowym upale udajemy się na nocleg w Chorwacji. Jednak zanim przekroczymy granicę, zatrzymujemy się jeszcze po drodze w miejscowości Blagaj.















Blagaj to niewielkie miasteczko, znajdujące się zaledwie kilka kilometrów od Mostaru. Przygotowując się do bałkańskich podbojów i zbierając informacje o Bośni, natrafiliśmy właśnie na to miasteczko, a konkretnie na klasztor derwiszy wybudowany w XV w. Zdumiewający jest fakt, że klasztor ostał się w stanie nienaruszonym w wyniku działań wojennych.
Klasztor leży nad rzeką Buna zaraz u jej źródeł i przyciąga rzeszę turystów. Fakt ten wcale nie dziwi, gdyż jest to bardzo malownicze miejsce. Wyobraźcie sobie domek wokół skał, a do tego niebieskie, czyste ujście rzeki.
Jak dla nas Blagaj jest punktem „must see” będąc w tym rejonie Bośni.
Najwygodniej udać się tam samochodem, ale istnieje też możliwość dotarcia autobusem bezpośrednio z Mostaru. Czas podróży to około 20 minut. Bilet w cenie niecałych 5 złotych.













Zapisz się do newslettera i otrzymuj podróżnicze informacje na swoją skrzynkę mailową.
Sveti Stefan to niewielka wyspa połączona z lądem wąską groblą, położona kilka kilometrów na południe od Budvy – jednego z najpopularniejszych kurortów w Czarnogórze. Choć mierzy zaledwie 12 400 m², trudno o bardziej rozpoznawalny widok w całym kraju. To właśnie ten maleńki skalisty skrawek z czerwonymi dachami i kamiennymi murami stał się wizytówką czarnogórskiego wybrzeża – i hitem Instagrama.

Najlepsze ujęcia? Z punktów widokowych przy głównej drodze E80 (zaopatrz się w szeroki obiektyw!) lub z kameralnych plaż po obu stronach grobli. Mimo że nie można dziś wejść na wyspę, sam jej widok robi takie wrażenie, że większość turystów zatrzymuje się tutaj chociaż na chwilę. I trudno się dziwić – Sveti Stefan wygląda jak żywcem wyjęty z bajki o śródziemnomorskim raju.
Koniecznie sprawdź też moją rolkę na Instagramie z historią tego miejsca i oczywiście przepięknymi ujęciami z drona – kliknij tutaj.
A jeżeli planujesz dłuższy, kilkudniowy wyjazd do Czarnogóry, to koniecznie zajrzyj do tego wpisu tutaj.
Tak, warto – i to zdecydowanie, koniecznie! Choć wyspa jest obecnie zamknięta dla zwiedzających, a luksusowy hotel Aman nie przyjmuje gości od 2021 roku, Sveti Stefan to nadal jedna z najpiękniejszych scenerii na czarnogórskim wybrzeżu. Spacer wzdłuż plaży, zdjęcia z punktów widokowych, szybka kawa z panoramą na dawny resort milionerów – to wystarczające powody, by wpisać to miejsce na swoją trasę.
Co więcej, Sveti Stefan można potraktować jako przystanek w drodze do innych atrakcji – np. Budvy. Nawet jeśli nie spędzisz tu całego dnia, chwila zatrzymania się przy tej niezwykłej wyspie z pewnością zostanie w Twojej pamięci (i galerii zdjęć) na długo.

Zanim Sveti Stefan stał się luksusowym symbolem czarnogórskiego wybrzeża, był niewielką osadą rybacką. Na przestrzeni wieków, lokalni mieszkańcy żyli tu z rybołówstwa i handlu. Wyspa, choć pięknie położona, nie wyróżniała się niczym szczególnym – ot, kolejne spokojne miejsce nad Adriatykiem.
Wszystko zmieniło się w latach 50. XX wieku, gdy ówczesne władze Jugosławii zdecydowały o przekształceniu wyspy w ekskluzywny kurort. Mieszkańcy zostali przesiedleni na stały ląd, a cała wyspa – dosłownie cała – stała się hotelem. Stylowo odrestaurowano kamienne domy, dodano luksusowe wnętrza i infrastrukturę – a wszystko z zachowaniem historycznego charakteru.
Wkrótce po otwarciu, Św. Stefan zaczął przyciągać elitę z całego świata. W złotej erze lat 60. i 70. był to adres znany tylko wtajemniczonym – z dala od tłumów, ukryty przed oczami paparazzi, idealny dla tych, którzy szukali prywatności i prestiżu.
Wśród gości pojawiali się m.in. Marilyn Monroe, Sophia Loren, Kirk Douglas, Claudia Schiffer, Bobby Fischer czy Carlo Ponti. Wyspa zyskała miano najekskluzywniejszego miejsca wakacyjnego w tej części Europy. I nic dziwnego – malownicza, zamknięta, ekskluzywna, idealna.
Rozpad Jugosławii i wojny na Bałkanach na początku lat 90. przyniosły kres świetności wyspy. Turystyka upadła, hotel zamknięto, a Św. Stefan popadł w zapomnienie.
Dopiero w 2005 roku władze Czarnogóry postanowiły przywrócić mu dawny blask. Wyspę wydzierżawiono prestiżowej sieci Aman Resorts, która przeprowadziła gruntowną renowację. W efekcie powstał hotel marzeń – najbardziej luksusowy na całych Bałkanach. Cena za dobę sięgała nawet do 27 000 zł za apartament. Wyspa była całkowicie zamknięta dla turystów, dostępna jedynie dla hotelowych gości. Do Aman Sveti Stefan należały też sąsiadujące plaże oraz ekskluzywna willa przy lądzie.
Wszystko działało do 2021 roku, kiedy lokalne władze i mieszkańcy zażądali przywrócenia publicznego dostępu do plaż. Protesty, rozbiórka ogrodzeń i napięcia sprawiły, że hotel nie był w stanie zagwarantować prywatności swoim elitarnym gościom. Kompleks zamknięto i do dziś trwa spór prawny między Amanem, rządem i... spadkobiercami ostatniego króla Jugosławii, którzy roszczą sobie prawa do wyspy.
Choć wyspa Sveti Stefan pozostaje zamknięta dla zwiedzających, wizyta w tej okolicy wciąż ma sens – głównie ze względu na spektakularne widoki i urokliwe plaże. To jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w całej Czarnogórze.
Najlepsze ujęcia Św. Stefana zobaczysz nie z samej plaży, ale z drogi głównej E80, która przebiega nad wyspą. Znajduje się tam punkt widokowy - z barierkami i miejscem do zatrzymania. Znajdziesz tu idealną panoramę do zdjęć – szczególnie o zachodzie słońca, gdy złote światło podkreśla kolor dachówek i lazurową wodę.
Jeśli zależy Ci na idealnym ujęciu, wybierz się tam wcześnie rano lub późnym popołudniem – wtedy światło jest miękkie, a tłumów mniej. To jedno z tych miejsc, które nawet bez możliwości wejścia na wyspę robi ogromne wrażenie.

Tuż przy przesmyku prowadzącym na wyspę znajdują się dwie plaże – po lewej stronie i po prawej stronie. Obie są dostępne - kiedyś z uwagi na funkcjonowanie luksusowego hotelu na wyspie, korzystanie z tych plaż było możliwe tylko dla gości hotelowych.
Oprócz tego, możesz udać się schodkami po prawej stronie i dotrzeć do trzeciej, zdecydowanie bardziej kameralnej plaży przy willi, która oferuje równie spektakularne widoki.
Czy warto się tam zatrzymać? Jeśli szukasz miejsca na krótką kąpiel w otoczeniu pięknych widoków – zdecydowanie tak. Choć plaża jest kamienista i bez większych udogodnień, ma swój urok, a leżenie z widokiem na wyspę to niezła rekompensata. W sezonie może być tłoczno, ale w maju, czerwcu czy wrześniu – warunki są idealne.
W pobliżu plaży znajdziesz też smaczną restaurację Olive, kilka drzew dających cień oraz sklepiki z lodami i napojami.
TIP! Parking w Sveti Stefan jest stosunkowo drogi, bo kosztuje 4 euro za godzinę (dane na rok 2025), ale mam dla Ciebie wskazówkę, jak zaparkować całkowicie za darmo albo chociaż o połowę taniej! Wystarczy, że zjesz posiłek w restauracji Olive za minimum 30 euro, a na paragonie otrzymasz kod uprawniający do bezpłatnego pakietu, który musisz pokazać strażnikowi przy wyjeździe. Jeśli jednak wydasz w restauracji mniej niż 30 euro, wtedy otrzymasz 50% rabatu na parking.
Jeśli nie chcesz spędzać całego dnia na jednej plaży, możesz rozważyć inne miejsca w okolicy:
Nawet jeśli nie wejdziesz na wyspę, okolica Sveti Stefana oferuje wystarczająco dużo, by spędzić tam spokojne pół dnia lub nawet cały dzień.
Jeśli zastanawiasz się, czy Sveti Stefan warto odwiedzić – mimo że wyspa jest zamknięta – odpowiedź brzmi: tak, zdecydowanie! Ale z odpowiednio ustawionymi oczekiwaniami.
Nie spodziewaj się luksusowej atmosfery ani możliwości zwiedzania hotelowego kompleksu. Nie wejdziesz na wyspę, nie wypijesz kawy w restauracji z widokiem na Adriatyk i nie poczujesz się jak Sophia Loren – ale mimo to, Św. Stefan to jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w Czarnogórze. I to się nie zmieniło.
Z punktów widokowych można zrobić zdjęcia, które wyglądają jak z pocztówki. Sama okolica jest przyjemna, spokojna i zielona, a plaże – choć kamieniste – zachwycają kolorem wody i panoramą wyspy na tle gór. Spacer po parku Milocer czy kąpiel w pobliskiej zatoczce to świetny sposób na spędzenie leniwego popołudnia.
Jeśli masz ograniczony czas i chcesz odwiedzić tylko największe hity Czarnogóry – Kotor, Perast, Budvę – to Sveti Stefan może być dodatkiem na 1-2 godziny. Ale jeśli masz więcej czasu, lubisz fotografie, widoki i nie przeszkadza Ci brak dostępu do luksusów, to miejsce spokojnie zasługuje na Twoją uwagę.
To trochę jak z odwiedzeniem zamku, który możesz zobaczyć tylko z zewnątrz – nadal może zrobić ogromne wrażenie.

Sveti Stefan leży zaledwie około 10 km na południe od Budvy, więc jest łatwo dostępny nawet na krótki wypad. Najwygodniejszą opcją jest samochód, którym dojedziesz w około 15 minut drogą E80. Po drodze możesz zatrzymać się na kilku punktach widokowych (np. przy drodze tuż nad wyspą – polecam parking Villa Slavica albo Viewpoint Sveti Stefan, choć liczba miejsc jest ograniczona).
Bezpośrednio przy plaży dostępny jest płatny parking – ceny różnią się w zależności od sezonu, ale w szczycie sezonu trzeba liczyć się z kosztami około 4–5€ za godzinę. W sezonie lepiej przyjechać rano lub po godzinie 17:00, gdy turystów jest mniej.
Auto to absolutna podstawa, jeśli chcesz zobaczyć w Czarnogórze coś więcej niż tylko najbliższą plażę czy centrum miasta. Daje pełną swobodę – możesz zatrzymać się przy punktach widokowych, zjechać w boczne drogi i dotrzeć do miejsc, do których nie dojeżdża komunikacja publiczna.
Samochód wypożyczyliśmy bezpośrednio po przylocie na lotnisku w Podgoricy – wybraliśmy lokalną wypożyczalnię, a 4 dni wynajmu kosztowały nas około 500 zł. Dodatkowo zdecydowaliśmy się na pełne ubezpieczenie (około 14 euro za dobę), dzięki czemu nie musieliśmy blokować depozytu na karcie kredytowej. To ogromny komfort – brak zamrożonych środków i spokojna głowa przy zwrocie auta.
Rezerwację zrobiliśmy wcześniej przez wyszukiwarkę Discovercars.com – i to zdecydowanie polecam ogarnąć jeszcze przed wyjazdem.
Dlaczego warto skorzystać z porównywarki wypożyczalni aut?
Dzięki takiej rezerwacji wszystko masz dopięte przed podróżą – wysiadasz z samolotu, odbierasz kluczyki i ruszasz odkrywać Czarnogórę na własnych zasadach.
Z Budvy możesz też dotrzeć lokalnym autobusem (linią do Petrovaca lub Bar) – przystanek znajduje się przy głównej drodze nad wyspą. Przejście pieszo z przystanku do plaży zajmuje około 5 minut.
Choć sam hotel Aman Sveti Stefan jest nieczynny, w okolicy znajdziesz kilka przyjemnych restauracji i kawiarni z pięknym widokiem. Na uwagę zasługują:
W sezonie ceny są nieco zawyżone (jak w całej okolicy Budvy), więc warto spojrzeć na menu przed wejściem. Średni koszt obiadu dla jednej osoby to 15–25€.
Sveti Stefan to miejsce pełne kontrastów: symbol luksusu, który dziś można podziwiać tylko z zewnątrz. Mimo to wciąż przyciąga setki turystów dziennie – i nie bez powodu. Widok na wyspę, różowe kamyki na plaży, krystalicznie czysta woda i góry w tle tworzą niepowtarzalny klimat.
To przystanek, który nie zajmie Ci całego dnia, ale zostanie w pamięci na długo – zwłaszcza jeśli zrobisz zdjęcie z punktu widokowego o złotej godzinie.
Jeśli planujesz podróż po południowym wybrzeżu Czarnogóry – zdecydowanie warto dodać Sveti Stefan do planu. Nawet jeśli nie wejdziesz na wyspę, poczujesz jej wyjątkowy charakter. A kto wie – może kiedyś znów zostanie otwarta?