Bądźmy w kontakcie!
Zapisz się do newslettera i otrzymuj podróżnicze informacje na swoją skrzynkę mailową.
Jeśli planujecie wyjazd do Izraela, mamy dla Was garść praktycznych porad, wskazówek i ważnych informacji, o których powinniście wiedzieć przed podróżą. Jak dolecieć, kiedy najlepiej jechać, jaka jest różnica czasu w Izraelu? Czy przekroczenie granicy jest rzeczywiście takie straszne? I w końcu – ile kosztuje tydzień w Izraelu?
Park Timna
Do Izraela dolecieć można bezpośrednio z Polski linią Ryanair. Lotniska w Izraelu znajdują się w Ejlacie (nowe lotnisko otwarte w 2019) lub w TelAvivie. Ceny biletów różnią się w zależności od sezonu. Najtańsze można znaleźć w okresie zimowym, kiedy w Izraelu jest nieco chłodniej niż latem. W tym czasie wciąż jednak można się poopalać w Ejlacie, kiedy w Polsce panuje ponura jesień czy zima. Bilety można złapać już od 98 zł w jedną stronę!
Przez większą część roku (kwiecień-październik) w Izraelu jest ciepło i słonecznie. Jednak wybierając się w miesiącach od listopada do marca bywa chłodniej, szczególnie w górach i nocą. Co ciekawe, pogoda i temperatura w Izraelu może różnić się od szerokości geograficznej np. w tym samym dniu w Ejlacie można opalać się na plaży, a nad Morzem Martwym trzeba ubrać cieplejszą kurtkę. Zimą też mogą zdarzyć się opady deszczu, więc bądźcie przygotowani również na taką ewentualność i zaopatrzcie się w kurtki przeciwdeszczowe. Jadąc do Izraela latem, nie zapomnijcie zabrać okularów przeciwsłonecznych i nakrycia głowy, bo słońce może dawać się we znaki. Pakując walizkę do Izraela, warto zabrać ubranie zakrywające ramiona i nogi, ponieważ do niektórych świętych miejsc nie są wpuszczani turyści w krótkich spodenkach czy sukienkach z odkrytymi łokciami i ramionami.
Góra Yo’Ash w okolicach Ejlatu
Językami urzędowymi w Izraelu są hebrajski i arabski. Większość mieszkańców zna również język angielski, więc nie powinniście mieć problemów z komunikacją. Również informacje na większości znaków są po angielsku.
Lecąc do Izraela z Polski zegarki przestawiamy o godzinę do przodu.
Nie trzeba. Izrael to rozwinięty kraj, więc standardy dotyczące zdrowia i higieny przypominają te europejskie. Wjeżdżając do Izraela, nie trzeba poddawać się żadnym szczepieniom.
Walutą w Izraelu jest nowy izraelski szekel (ILS), którego wersja angielska brzmi (NIS), stąd przykładowo ceny biletów wstępu do parków narodowych często podawane są w NIS.
Większość gniazdek jest przystosowana do wtyczek z trzema bolcami, pamiętajcie więc, aby wyposażyć się w przejściówki.
Plaża w Ejlacie i widok na Jordanię
Co ciekawe, w Izraelu tydzień wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. Pracuje się tutaj od niedzieli do czwartku, a dni wolne od pracy to piątek i sobota. Warto pamiętać, że większość firm i sklepów jest zamykana w piątek już we wczesnych godzinach (około południa), bo wraz z zachodem słońca zaczyna się trwający do sobotniego wieczora szabat.
Drogi w Izraelu
Przed wyjazdem sporo naczytałam się o dość nietypowym i trudnym (w porównaniu z warunkami europejskimi) przekraczaniu granicy. Miały być przesłuchania, niedyskretne pytania, przeszukiwanie bagażu… i po części tak było. Jednak, jeśli nie macie nic do ukrycia, zarezerwowaliście już nocleg, nie przewozicie zakazanych przedmiotów – nie macie się czym martwić. Ale jeśli jesteście ciekawi, jak to wyglądało u nas to już przechodzę do konkretów.
Po wylądowaniu na lotnisku Ejlat Ovda (które notabene wyglądało jak barak na środku pustyni. Teraz zostało przeniesione w nowe miejsce 18 km od Ejlatu) udajemy się do specjalnych okienek kontrolnych. Kolejki są dość spore, bo kontrola nie polega tylko na zajrzeniu w paszport. Kontrolerzy na lotnisku zaglądają w paszport, pytają, gdzie będziemy nocować (tutaj trzeba mieć wydrukowaną rezerwację z Booking), co będziemy robić, w jakim celu przylecieliśmy. Osoby, które nie mają zarezerwowanego noclegu lub planują korzystać z Coachsurfingu muszą przygotować się na sporo pytań, niekoniecznie muszą też zostać wpuszczeni do Izraela. Dla bezpieczeństwa i spokojnej głowy lepiej zarezerwować coś na Bookingu. Podczas kontroli mogą Was też poprosić o pokazanie, czy macie wystarczająco gotówki, aby utrzymać się przez cały okres pobytu w Izraelu. Na koniec na lotnisku w tym samym okienku drukują wizy, które powinniście mieć przy sobie podczas całego pobytu. Wizy są w formie bilecików ze zdjęciem i danymi osobowymi. To rozwiązanie zdecydowanie lepsze niż pieczątka w paszporcie, ponieważ moglibyśmy w przyszłości mieć problem z wjazdem do niektórych krajów muzułmańskich.
Kontrola podczas opuszczania Izraela trwa dłużej i jest nieco bardziej restrykcyjna. Padają pytania, jak: skąd jesteśmy, jak długo byliśmy w Izraelu, po co przyjechaliśmy, kim dla siebie jesteśmy, gdzie spaliśmy, czy coś wywozimy, kto pakował naszą walizkę. Kontrolerzy mają przygotowane kartki z polskimi ,,quizami”, na których trzeba wskazać odpowiedź na pytania, jak: czy sam pakowałeś swoją walizkę? Wskazuje się palcem odpowiedź: TAK lub NIE. Jeśli NIE, wtedy przechodzi się do pytania KTO pakował itd. Jeśli kontrolerom nie spodoba się odpowiedź na któreś z pytań lub wydacie mu się podejrzani – wtedy udacie się do osobnego pomieszczenia na przesłuchanie. Nas na szczęście to ominęło, ale znamy historię, gdzie dziewczyny nocowały u hosta za pośrednictwem Coachsurfingu i musiały się nieźle tłumaczyć. Po przesłuchaniach przechodzi się przez kilka kontroli bagażu, a następnie do miejsca oczekiwania na samolot.Uff, tutaj już można odetchnąć z ulgą. Kontrole nie są przyjemne, ale jeśli nie macie nic do ukrycia – powinniście przejść je bezproblemowo.
Zwiedzanie Parku Timna autemAuto możecie wypożyczyć w centrum Ejlatu. Na lotnisku na pustyni, nigdzie nie widzieliśmy wypożyczalni. Cena wypożyczenia mniejszego auta Kia Picanto w styczniu na tydzień to około 1000 zł. Warto już wcześniej zrobić rezerwację online, ponieważ często się zdarza, że wypożyczalnie nie mają już wolnych aut dla ludzi wchodzących ,,z ulicy”. Sami widzieliśmy, jak odprawiono kilka osób z kwitkiem. Decydując się na wypożyczenie auta w Izraelu, warto pamiętać, że wypożyczalnia pobiera kaucję w wysokości 500$. To ogromna suma za Kia Picanto w opłakanym stanie…
#tip W wypożyczalni mieliśmy problem z płatnością kartą płatniczą Visa. Ich terminal nie mógł obciążyć karty, w sumie dokładnie nawet nie wiemy dlaczego. Zdarzyło nam się to pierwszy raz. Musieliśmy znaleźć bankomat i wypłacić gotówkę. Co ciekawe, karta nie działała w pierwszym bankomacie, ale w drugim już tak. Stąd tip: warto mieć przy sobie gotówkę i najlepiej 2 karty: zwykłą i walutową.
Wodospad w Parku Ein Gedi
Szlak na Morzu Martwym
Park Timna to fantastyczny park narodowy, który można zwiedzać… autem! Zajmuje obszar ponad 60 km2 i warto poświęcić cały dzień, aby zajrzeć do wszystkich ciekawych miejsc. Jeśli marzyliście kiedyś, aby wylądować na Marsie – to z pewnością spodoba się Wam ukształtowanie parku. To swego rodzaju skalista pustynia z jedną oazą! Widoki i ukształtowanie skał ukazują wielkość natury nietkniętej przez człowieka. Park Timna jest absolutnym ,,must see” w Izraelu, a więcej zdjęć i praktycznych informacji znajdziecie w poprzednim wpisie Izraelski Park Timna.
Park Timna
Rezerwat Ein Gedi to przepiękny park narodowy zajmujący obszar około 15 hektarów w centralnej części Izraela. Na terenie rezerwatu znajdują się dwie doliny – Wadi Dawid i Wadi Arugot wraz z wodospadami. Na mapie Ein Gedi zaplanowanych jest kilka ścieżek, dzięki którym dotrzecie do wszystkich najciekawszych miejsc znajdujących się w parku. Każda z nich o zróżnicowanym stopniu trudności. Spotkacie tutaj wiele zwierząt oraz niespotykaną w Polce roślinność. O Parku Ein Gedi przeczytacie w poprzednim wpisie Park Ein Gedi – fascynujące miejsce w Izraelu.
Zwierzęta w Parku Ein Gedi
Brzegi Morza są najniżej położonym miejscem na Ziemi znajdującym się na suchym lądzie (416 m.p.p.m.). To również najbardziej zasolony zbiornik wodny na Ziemi – ponad 8 razy bardziej niż ocean! Kąpiel w Morzu Martwym to obowiązkowa atrakcja do spróbowania w Izraelu! Woda jest tak słona, że ma ciekawą ,,gęstą” konsystencję i sprawia, że ciało dryfuje na wodzie, bez możliwości zatopienia. W niektórych miejscach znajdziecie upiększające błoto z Morza Martwego – nie zapomnijcie się nim wysmarować!
Zasolone Morze Martwe
Krater Ramon jest jednym z najbardziej spektakularnych formacji geologicznych na pustyni Negew. Powstał w wyniku erozji ziemi, a jego długość wynosi aż 40 km, a szerokość 9 km! Krater prawdopodobnie rozpoznają wszyscy fani Gwiezdnych Wojen, bo to on był inspiracją do stworzenia Planety Tatooine. Miejsce to można zwiedzać od 8.00 do 16.00. Bilet kosztuje 29 NIS.
Ruiny wspaniałego pałacu Herona wzniesione na płaskowyżu w 73 r.n.e. To ostatnie miejsce oporu Żydów przeciw Rzymianom. W tym czasie 960 obrońców fortecy popełniło samobójstwo. Miejsce zostało wpisane na listę UNESCO.
Widok na Masadę
Eljat to nadmorskie miasto urzekające spokojnym klimatem. Dość komercyjne, jednak wieczorem miło możecie spędzić czas w jednej z klimatycznych knajp przy plaży. W dzień czekają na Was atrakcje wodne, jak nurkowanie czy pływanie z delfinami. Będąc na plaży po drugiej stronie zobaczycie Jordanię.
Ejlat nocą
Do Parku Ein Avdat niestety nie dotarliśmy, gdyż zabrakło nam czasu. Warto jednak do niego zajrzeć, kiedy będziecie w okolicy. To kolejny park z formacjami skalnymi i dość skromną roślinnością.
Red Canyon to miejsce absolutnie warte zobaczenia. Ta formacja skalna przypomina nieco słynny Kanion Antylopy w USA. Trasa wiedzie pomiędzy skalnymi ,,ścianami”, miejscami jest wąsko i może być niebezpiecznie, warto więc zabrać ze sobą wygodne buty i wygodne ubranie. Schodząc po schodkach czy ześlizgując się po skałach możecie wybrudzić się skalnym żółtym pyłem.
Red Canyon
Graniczne miasto na południu kraju z biblijnego okresu osadnictwa w Izraelu, upamiętniające 7 studni wykopanych przez służących Izaaka.
Dzień 1.
Dzień 2.
Dzień 3.
Dzień 4.
Dzień 5.
Dzień 6.
#ten dzień możecie zamienić na wycieczkę do Jordanii (3 kraje w tydzień? Dlaczego nie! 😉
Dzień 7. Powrót
#1 Park Timna
#2 Rezerwat Ein Gedi
#3 Red Canyon
Camel Ranch w okolicach Ejlatu
Charoset – mus jabłkowy z imbirem, orzechami, winem, migdałami i cynamonem
Falafel – kulki z mielonej ciecierzycy
Cymes – słodki gulasz z wołowiny z pomidorem, suszonymi śliwkami, marchewką i ananasem
Czulent – wołowina
Hummus – pasa z ciecierzycy
Ryba Św. Piotra – brzydka i droga
Shoarma – mięso z rusztu z warzywami w picie
Więcej informacji o Izraelu znajdziecie na oficjalnej stronie.
Zapisz się do newslettera i otrzymuj podróżnicze informacje na swoją skrzynkę mailową.
Sveti Stefan to niewielka wyspa połączona z lądem wąską groblą, położona kilka kilometrów na południe od Budvy – jednego z najpopularniejszych kurortów w Czarnogórze. Choć mierzy zaledwie 12 400 m², trudno o bardziej rozpoznawalny widok w całym kraju. To właśnie ten maleńki skalisty skrawek z czerwonymi dachami i kamiennymi murami stał się wizytówką czarnogórskiego wybrzeża – i hitem Instagrama.

Najlepsze ujęcia? Z punktów widokowych przy głównej drodze E80 (zaopatrz się w szeroki obiektyw!) lub z kameralnych plaż po obu stronach grobli. Mimo że nie można dziś wejść na wyspę, sam jej widok robi takie wrażenie, że większość turystów zatrzymuje się tutaj chociaż na chwilę. I trudno się dziwić – Sveti Stefan wygląda jak żywcem wyjęty z bajki o śródziemnomorskim raju.
Koniecznie sprawdź też moją rolkę na Instagramie z historią tego miejsca i oczywiście przepięknymi ujęciami z drona – kliknij tutaj.
A jeżeli planujesz dłuższy, kilkudniowy wyjazd do Czarnogóry, to koniecznie zajrzyj do tego wpisu tutaj.
Tak, warto – i to zdecydowanie, koniecznie! Choć wyspa jest obecnie zamknięta dla zwiedzających, a luksusowy hotel Aman nie przyjmuje gości od 2021 roku, Sveti Stefan to nadal jedna z najpiękniejszych scenerii na czarnogórskim wybrzeżu. Spacer wzdłuż plaży, zdjęcia z punktów widokowych, szybka kawa z panoramą na dawny resort milionerów – to wystarczające powody, by wpisać to miejsce na swoją trasę.
Co więcej, Sveti Stefan można potraktować jako przystanek w drodze do innych atrakcji – np. Budvy. Nawet jeśli nie spędzisz tu całego dnia, chwila zatrzymania się przy tej niezwykłej wyspie z pewnością zostanie w Twojej pamięci (i galerii zdjęć) na długo.

Zanim Sveti Stefan stał się luksusowym symbolem czarnogórskiego wybrzeża, był niewielką osadą rybacką. Na przestrzeni wieków, lokalni mieszkańcy żyli tu z rybołówstwa i handlu. Wyspa, choć pięknie położona, nie wyróżniała się niczym szczególnym – ot, kolejne spokojne miejsce nad Adriatykiem.
Wszystko zmieniło się w latach 50. XX wieku, gdy ówczesne władze Jugosławii zdecydowały o przekształceniu wyspy w ekskluzywny kurort. Mieszkańcy zostali przesiedleni na stały ląd, a cała wyspa – dosłownie cała – stała się hotelem. Stylowo odrestaurowano kamienne domy, dodano luksusowe wnętrza i infrastrukturę – a wszystko z zachowaniem historycznego charakteru.
Wkrótce po otwarciu, Św. Stefan zaczął przyciągać elitę z całego świata. W złotej erze lat 60. i 70. był to adres znany tylko wtajemniczonym – z dala od tłumów, ukryty przed oczami paparazzi, idealny dla tych, którzy szukali prywatności i prestiżu.
Wśród gości pojawiali się m.in. Marilyn Monroe, Sophia Loren, Kirk Douglas, Claudia Schiffer, Bobby Fischer czy Carlo Ponti. Wyspa zyskała miano najekskluzywniejszego miejsca wakacyjnego w tej części Europy. I nic dziwnego – malownicza, zamknięta, ekskluzywna, idealna.
Rozpad Jugosławii i wojny na Bałkanach na początku lat 90. przyniosły kres świetności wyspy. Turystyka upadła, hotel zamknięto, a Św. Stefan popadł w zapomnienie.
Dopiero w 2005 roku władze Czarnogóry postanowiły przywrócić mu dawny blask. Wyspę wydzierżawiono prestiżowej sieci Aman Resorts, która przeprowadziła gruntowną renowację. W efekcie powstał hotel marzeń – najbardziej luksusowy na całych Bałkanach. Cena za dobę sięgała nawet do 27 000 zł za apartament. Wyspa była całkowicie zamknięta dla turystów, dostępna jedynie dla hotelowych gości. Do Aman Sveti Stefan należały też sąsiadujące plaże oraz ekskluzywna willa przy lądzie.
Wszystko działało do 2021 roku, kiedy lokalne władze i mieszkańcy zażądali przywrócenia publicznego dostępu do plaż. Protesty, rozbiórka ogrodzeń i napięcia sprawiły, że hotel nie był w stanie zagwarantować prywatności swoim elitarnym gościom. Kompleks zamknięto i do dziś trwa spór prawny między Amanem, rządem i... spadkobiercami ostatniego króla Jugosławii, którzy roszczą sobie prawa do wyspy.
Choć wyspa Sveti Stefan pozostaje zamknięta dla zwiedzających, wizyta w tej okolicy wciąż ma sens – głównie ze względu na spektakularne widoki i urokliwe plaże. To jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w całej Czarnogórze.
Najlepsze ujęcia Św. Stefana zobaczysz nie z samej plaży, ale z drogi głównej E80, która przebiega nad wyspą. Znajduje się tam punkt widokowy - z barierkami i miejscem do zatrzymania. Znajdziesz tu idealną panoramę do zdjęć – szczególnie o zachodzie słońca, gdy złote światło podkreśla kolor dachówek i lazurową wodę.
Jeśli zależy Ci na idealnym ujęciu, wybierz się tam wcześnie rano lub późnym popołudniem – wtedy światło jest miękkie, a tłumów mniej. To jedno z tych miejsc, które nawet bez możliwości wejścia na wyspę robi ogromne wrażenie.

Tuż przy przesmyku prowadzącym na wyspę znajdują się dwie plaże – po lewej stronie i po prawej stronie. Obie są dostępne - kiedyś z uwagi na funkcjonowanie luksusowego hotelu na wyspie, korzystanie z tych plaż było możliwe tylko dla gości hotelowych.
Oprócz tego, możesz udać się schodkami po prawej stronie i dotrzeć do trzeciej, zdecydowanie bardziej kameralnej plaży przy willi, która oferuje równie spektakularne widoki.
Czy warto się tam zatrzymać? Jeśli szukasz miejsca na krótką kąpiel w otoczeniu pięknych widoków – zdecydowanie tak. Choć plaża jest kamienista i bez większych udogodnień, ma swój urok, a leżenie z widokiem na wyspę to niezła rekompensata. W sezonie może być tłoczno, ale w maju, czerwcu czy wrześniu – warunki są idealne.
W pobliżu plaży znajdziesz też smaczną restaurację Olive, kilka drzew dających cień oraz sklepiki z lodami i napojami.
TIP! Parking w Sveti Stefan jest stosunkowo drogi, bo kosztuje 4 euro za godzinę (dane na rok 2025), ale mam dla Ciebie wskazówkę, jak zaparkować całkowicie za darmo albo chociaż o połowę taniej! Wystarczy, że zjesz posiłek w restauracji Olive za minimum 30 euro, a na paragonie otrzymasz kod uprawniający do bezpłatnego pakietu, który musisz pokazać strażnikowi przy wyjeździe. Jeśli jednak wydasz w restauracji mniej niż 30 euro, wtedy otrzymasz 50% rabatu na parking.
Jeśli nie chcesz spędzać całego dnia na jednej plaży, możesz rozważyć inne miejsca w okolicy:
Nawet jeśli nie wejdziesz na wyspę, okolica Sveti Stefana oferuje wystarczająco dużo, by spędzić tam spokojne pół dnia lub nawet cały dzień.
Jeśli zastanawiasz się, czy Sveti Stefan warto odwiedzić – mimo że wyspa jest zamknięta – odpowiedź brzmi: tak, zdecydowanie! Ale z odpowiednio ustawionymi oczekiwaniami.
Nie spodziewaj się luksusowej atmosfery ani możliwości zwiedzania hotelowego kompleksu. Nie wejdziesz na wyspę, nie wypijesz kawy w restauracji z widokiem na Adriatyk i nie poczujesz się jak Sophia Loren – ale mimo to, Św. Stefan to jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w Czarnogórze. I to się nie zmieniło.
Z punktów widokowych można zrobić zdjęcia, które wyglądają jak z pocztówki. Sama okolica jest przyjemna, spokojna i zielona, a plaże – choć kamieniste – zachwycają kolorem wody i panoramą wyspy na tle gór. Spacer po parku Milocer czy kąpiel w pobliskiej zatoczce to świetny sposób na spędzenie leniwego popołudnia.
Jeśli masz ograniczony czas i chcesz odwiedzić tylko największe hity Czarnogóry – Kotor, Perast, Budvę – to Sveti Stefan może być dodatkiem na 1-2 godziny. Ale jeśli masz więcej czasu, lubisz fotografie, widoki i nie przeszkadza Ci brak dostępu do luksusów, to miejsce spokojnie zasługuje na Twoją uwagę.
To trochę jak z odwiedzeniem zamku, który możesz zobaczyć tylko z zewnątrz – nadal może zrobić ogromne wrażenie.

Sveti Stefan leży zaledwie około 10 km na południe od Budvy, więc jest łatwo dostępny nawet na krótki wypad. Najwygodniejszą opcją jest samochód, którym dojedziesz w około 15 minut drogą E80. Po drodze możesz zatrzymać się na kilku punktach widokowych (np. przy drodze tuż nad wyspą – polecam parking Villa Slavica albo Viewpoint Sveti Stefan, choć liczba miejsc jest ograniczona).
Bezpośrednio przy plaży dostępny jest płatny parking – ceny różnią się w zależności od sezonu, ale w szczycie sezonu trzeba liczyć się z kosztami około 4–5€ za godzinę. W sezonie lepiej przyjechać rano lub po godzinie 17:00, gdy turystów jest mniej.
Auto to absolutna podstawa, jeśli chcesz zobaczyć w Czarnogórze coś więcej niż tylko najbliższą plażę czy centrum miasta. Daje pełną swobodę – możesz zatrzymać się przy punktach widokowych, zjechać w boczne drogi i dotrzeć do miejsc, do których nie dojeżdża komunikacja publiczna.
Samochód wypożyczyliśmy bezpośrednio po przylocie na lotnisku w Podgoricy – wybraliśmy lokalną wypożyczalnię, a 4 dni wynajmu kosztowały nas około 500 zł. Dodatkowo zdecydowaliśmy się na pełne ubezpieczenie (około 14 euro za dobę), dzięki czemu nie musieliśmy blokować depozytu na karcie kredytowej. To ogromny komfort – brak zamrożonych środków i spokojna głowa przy zwrocie auta.
Rezerwację zrobiliśmy wcześniej przez wyszukiwarkę Discovercars.com – i to zdecydowanie polecam ogarnąć jeszcze przed wyjazdem.
Dlaczego warto skorzystać z porównywarki wypożyczalni aut?
Dzięki takiej rezerwacji wszystko masz dopięte przed podróżą – wysiadasz z samolotu, odbierasz kluczyki i ruszasz odkrywać Czarnogórę na własnych zasadach.
Z Budvy możesz też dotrzeć lokalnym autobusem (linią do Petrovaca lub Bar) – przystanek znajduje się przy głównej drodze nad wyspą. Przejście pieszo z przystanku do plaży zajmuje około 5 minut.
Choć sam hotel Aman Sveti Stefan jest nieczynny, w okolicy znajdziesz kilka przyjemnych restauracji i kawiarni z pięknym widokiem. Na uwagę zasługują:
W sezonie ceny są nieco zawyżone (jak w całej okolicy Budvy), więc warto spojrzeć na menu przed wejściem. Średni koszt obiadu dla jednej osoby to 15–25€.
Sveti Stefan to miejsce pełne kontrastów: symbol luksusu, który dziś można podziwiać tylko z zewnątrz. Mimo to wciąż przyciąga setki turystów dziennie – i nie bez powodu. Widok na wyspę, różowe kamyki na plaży, krystalicznie czysta woda i góry w tle tworzą niepowtarzalny klimat.
To przystanek, który nie zajmie Ci całego dnia, ale zostanie w pamięci na długo – zwłaszcza jeśli zrobisz zdjęcie z punktu widokowego o złotej godzinie.
Jeśli planujesz podróż po południowym wybrzeżu Czarnogóry – zdecydowanie warto dodać Sveti Stefan do planu. Nawet jeśli nie wejdziesz na wyspę, poczujesz jej wyjątkowy charakter. A kto wie – może kiedyś znów zostanie otwarta?